sobota, 11 sierpnia 2012

Bleach: Dwa Światy, Jedno Serce - Rozdział 3

Pierwszym co zastępczy shinigami zarejestrował po odzyskaniu przytomności było to, że leży na łużku w swoim pokoju. Następnie wyczuł, że w pomieszczeniu nie był sam. Dlatego więc odwrócił głowę w kierunku z którego czuł znajomą energię duchową. Ujrzał tam swojego ojca siedzącego na obrotowym krześle przy biurku z poważną, a zarazem zatroskaną miną.
- Nareszcie się obudziłeś, Ichigo.
- Otosan? Co... co się stało? Dlaczego... dlaczego tu jestem? Otosan...? - zapytał lekko zdezorientowany pomarańczowowłosy próbując usiąść przez co na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
- Nie wstawaj jeszcze, proszę. Co prawda Inoue wyleczyła cię, ale nie powinieneś się na razie zbytnio przemęczać.
Ichigo chcąc czy nie musiał posłuchać ojca, ponieważ czuł się jeszcze osłabiony. Co swoją drogą nie było takie dziwne skoro stracił, aż tyle krwi i tylko dzięki umiejętnością Orihime jeszcze żyje.
- Ichigo... Powiedz co się stało - poprosił Isshin, choć podejrzewał jaka będzie odpowiedź.
Pomarańczowowłosy przez chwilę milczał zastanawiając się czy powinien odpowiedzieć na tą prośbę i zdecydował się, że powie ojcu wszystko to co pamięta. Może on będzie wiedział kim był ten dziwny mężczyzna.
- Walczyliśmy z pustymi... Mimo, że co chwilę zabijaliśmy kolejnego to pojawiali się nastempni... Aż nagle pojawił się dziwny mężczyzna z ogromną energią duchwą... Wiedział jak się nazywam i powiedział, że wie o mnie więcej niż mogę sobie wyobraxić... Ale gdy zapytałem go z kąd o tym wie nie chciał powiedzieć... I nawet się nie zorientowałem kiedy był już za mną i przebijał mnie swoim zanpakuto... - mówiąc to zastępczy shinigami patrzył na swoje dłonie, ponieważ nie miał na tyle odwagi by spojrzeć w twarz swojego ojca.
- Jak wyglądał ten dziwny mężczyzna?
- Jak wyględał? Hymm... Miał czarne włosy z czerwonym pasemkiem... Jedno oko miahł czerwone, a drugie chyba zielone... Ah, na tym zielonym miał fragment maski pustego... A do pasa miał przypięte zanpakuto... - pomarańczowowłosy z niemałym trudem opisał wygląd tamtego faceta, ponieważ nie miał zbytnio pamięci do ludzkich twarzy.
- Mogłem się spodziewać, że on wcześniej czy później cię zaatakuje, by się zemścić - mruknął Isshin jakby do siebie, ale jego syn doskonale go usłyszał.
- Znasz tego mężczyznę? - zapytał zastępczy shinigami za zdziwieniem.
- Niestety.
- Kim on jest?
- Nazywa się Kurama Haruki... i jest młodszym bratem twojej matki - odpowiedział Isshin wprawiając Ichigo w nie mały szok.
- J-jak to bratem okasan? I dlaczego chciał mnie zabić? - zapytał wstrząśnięty pomarańczowowłosy.
- Ichigo... jest coś co musiszmwiedzieć... Obiecałem Masaki, że powiem ci o tym dopiero w twoje osiemnaste urodziny, ale ze względu na sytuację powiem ci to teraz - Isshin przerwał na chwilę, żeby wziąść uspakajający oddech, bo nie wiedział jak na tę informację zareaguje jego syn i dokończył - Twoja matka nie była człowiekiem.
- Co?! - krzyknął z niedowierzaniem zastępczy shinigami patrząc na ojca szeroko otwartymi oczami.
- W każdym razie nie do końca - kontynuował czarnowłosy jakby nie słyszał pytania. - Masaki była w połowie człowiekiem, a w połowie shinigami... ale nie byle jakim... Była naprawdę uzdolnioną shinigami... Bardzo szybko poznała imię swojego zanpakuto, a opanowanie BanKai zajęło jej jedynie dwa lata, co nawet najbardziej uzdolnionym zajmowało minimum dwa razy więcej czasu... Jej energia duchowa była naprawdę duża... Ale co się dziwić, była w końcu księżniczką shinigami, córką Króla Dusz. Jej młodszy brat, Haruki zawsze jej zazdrościł zdolności i nienawidził jej za to jak i za to, że była od niego starsza. Gdy się ty urodziłeś Masaki zżekła się władzy na rzecz ciebie... Haruki poprzysiągł wtedy, że się zemści i cię zabije, a sam zasiądzie na tronie jako nowy Król Dusz - zakończył Isshin i spojrzał na syna.
Ichigo wyglądał komicznie siedząc na łużku z szeroko otwartymi oczami i rozdziabioną buzią. Całym sobą wyrażał głęboki szok na słowa swojego ojca. Gdy względnie się ogarnął i doszedł do siebie po zaskakujących informacjach odezwał się:
- Czyli, co? Jestem wnukiem Króla Dusz i następcą tronu, a co za tym idzie jestem księciem shinigamich, czy tak?
- Hai - odpowiedział ze spokojem Isshin.
- Czy ktoś jeszcze oprucz ciebie o tym wiedział?
- Tylko mieszkańcy Królewskiego Wymiaru, w tym sam Król Dusz, ale na ziemi i w Społeczności Dusz nikt o tym nie wiedział i nadal nie wie.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi o tym z okasan wcześniej? - zapytał Ichigo, ale w jego głosie nie było słychać pretensji tylko niezrozumienie.
- Razem z Masaki chcieliśmy żebyś miał normalne dzieciństwo i wyrósł na kogoś takiego jak teraz jesteś - odparł z delikatnym uśmiechem czarnowłosy.
- Sokka - młody następca tronu również uśmiechnął się do ojca.
Po chwili milczenia Isshin znowu się odezwał:
- W związku z tym, że Haruki znów może cię zaatakować będziesz miał ochroniaży, a będą nimi dziewiąty i siódmy oficer Straży Królewskiej.
- Po co mi ochroniarze? Sam umiem się obronić - zaprotestował pomarańczowowłosy.
- Wiem. W końcu pokonałeś Aizena i Ginjo, ale Haruki to zupełnie co innego. On jest synem Króla Dusz, w związku z czym ma ogromne pokłady energii duchowej. Mimo, że ty również masz jej bardzo dużo, nawet więcej niż kapitan głuwnodowodzący, to Haruki ma za sobą lata treningu i masę doświadczeń. Dlatego właśnie będziesz miał ochroniaży dopuki nie staniesz się na tyle silny by być w stanie pokonać Harukiego - widząc, że Ichigo chce zaprotestować czarnowłosy dodał ostrzejszym głosem - Bez dyskusji.
- Hai, otosan - powiedział posłusznie zastępczy shinigami, po raz pierwszy widząc swojego ojca tak poważnego.
- Ciesze się, że rozumiesz. Mogę ci w takim razie przedstawić twoich ochroniarzy.
Do pokoju pomarańczowowłosego weszło dwoje ludzi. Kobieta i mężczyzna. Kobieta była szczupłą, wysoką brunetką. Miała krótkie włosy, a przydługa grzywka opadała jej na lewe oko. Usta miała pomalowane czarną szminką, a oczy miały bordową barwę. Ubrana była w standardowy strój shinigami, ale to co shinigami w Społeczności Dusz mieli białe ona, tak jak jej towarzysz mieli krwiście czerwone. Mężczyzna zaś miał dość długie czerwone włosy spięte w wysokiego kucyka, który ani trochę nie był podobny do tego Renjiego, a jego oczy miały barwę czerwono-żółtą. Był wysoki i dobrze zbudowany. Rękaw lewej ręki miał podwinięty do łokcia, przez co widać było na niej dość dziwne, czarne znaki. Tak jak jego towarzyszka do paska miał przypięte zanpakuto. Oboje milcząc stanęli pod szafą na przeciwko łużka w którym siedział młody następca tronu.
- Hikifune Kirio, dziewiąty oficer Straży Królewskiej - Isshin wskazał na brunetkę, a po chwili dodał wskazując na czerwonowłosego - a to jest Nishimura Josuke, siódmy oficer Straży Królewskiej.
- Miło mi was poznać - powiedział Ichigo uśmiechając się do nich przyjaźnie.
- Nam również, książe - rzekła z doskonale widocznym w głosie szacunkiem Kirio lekko mu się kłaniając.
- Bycie twoimi ochroniażami to dla nas zaszczyt, książe - stwierdził Josuke tak jak jego towarzyszka lekko się kłaniając.
Po chwili milczenia Isshin wstał ze swojego miejsca mówiąc do swojego syna:
- Kiedy obiad będzie gotowy to cię zawołam i zjesz go z nami na dole, a do tego czasu masz leżeć w łużku i odpoczzrozumiano?
- Hai - odpowiedział pomarańczowowłosy, na co jego ojciec uśmiechnął się pod nosem i wyszedwszy z pokoju zszedł na dół.
- Otosan, co z Ichi-nii? - zapytała zmartwiona Yuzu.
- Właśnie, otosan. Co z nim? - dopytywała równie zmartwiona jak siostra, Karin.
- Wszystko w pożądku. Niedawno się obudził, ale nie idcie do niego na razie, ponieważ jest jeszcze osłabiony i potrzebuje trochę odpoczynku - odpowiedział czarnowłosy uśmiechając się do córek uspakajająco.
Dziewczynki słysząc odpowiedź ojca odetchnęły wyraźnie z ulgą. W końcu ich starszy brat żyje i nic mu nie jest. Były z tego powodu naprawdę bardzo szczęśliwe.
Następnego dnia rano Ichigo został obudzony przez dźwięk budzika. Gdy go wyłączył przeciągnął się i ziewną potężnie. Następnie wstał z łużka i podszedł do szfy z zamiarem ubrania się.
- Konichiwa, Ichigo-sama.
Kurosaki na dźwięk tego nagłego głosu prawie podskoczył w miejscu ze strachu. Odwruciwszy się zobaczył stojących w oknie Kirio i Josuke. Przez chwilę popatrzył na nich wzrokiem wyrażającym chęć mordu, przez co oni wyraźnie skulili się w sobie ze strachu, po czym odezwał się do nich gniewnym głosem:
- Moglibyście wchodzić drzwiami, a nie oknem?
- Gomenasai, Ichigo-sama. Po prostu nie chcieliśmy, żeby Yuzu-san i Karin-san nas zobaczyły - odpowiedział Nishimura, a Hikifune pokiwała głową potwierdzając jego słowa.
Pomarańczowowłosy na to westchnął cierpiętniczo i wzniusł oczy ku sufitowi niemo prosząc Kami-sama o cierpliwość do tej dwójki i gestem nakazując im się odwrócić zaczął się ubierać.
- Dobra, Ja idę do szkoły, a wy zgodnie z umową macie być nie widoczni dla moich znajomych, zrozumiano? - zapytał z ostrzegawczą nutą w głosie.
- Hai, Ichigo-sama. Nie zawiedziemy cię.
Oficerowie zasalutowali na co Kurosaki uśmiechnął się z niejaką satysfakcją biorąc do ręki szkolną torbę i wychodząc z pokoju. Zszedł po schodach na dół, do kuchni w której były już jego młodsze siostry i zdziecinniały ojciec.
- Ohayo, minna - przywitał się ze wszystkimi siadając na swoje miejsce przy stole.
- Ohayo, Ichi-nii - odpowiedziała Karin.
- Ohayo, braciszku - Yuzu z uśmiechem nałożyła bratu śniadanie na jego talerz.
- Ohayo, synu - przywitał się Isshin z głupkowatym uśmiechem na twarzy.
- Ichi-nii, jak się czujesz? - zapytała z troską Yuzu siadając na przeciwko pomarańczowowłosego.
- Dobrze. Nie musisz się o mnie martwić - odpowiedział zastępczy shinigami uśmiechając się uspakajająco.
- Yokatta - westchnęła nastolatka z ulgą.
Po szybkim zjedzeniu śniadania młody następca tronu udał się do przedpokoju ubrać buty. Gdy miał zamiar wychodzić pojawił się jego ojciec z poważnym wyrazem twarzy.
- Ichigo pamiętaj, że decyzja o tym kto będzie wiedzieć o twoim pochodzeniu należy do ciebie.
- Będę o tym pamiętał, otosan - odpowiedział pomarańczowowłosy po czym wyszedł z domu.
W szkole został osaczony przez Ishide, Sado i Inoue, którzy odkąd wyszli z jego domu po uleczeniu go przez pomarańczowowłosą martwili się o niego.
- Jak się czujesz, Kurosaki-kun? - zapytała zatroskana Orihime.
- Dzięki twoim uzdrawiajającym mocom czuję się jak nowo narodzony, ale dziękuję, że się o mnie martwisz - odpowiedział Ichigo uśmiechając się delikatnie do dziewczyny, na co ona obficie się zarumienił i zawstydzona swoją reakcją spóścił głowę.
Chwilę puźniej do klasy weszła wyraźnie czymś zmartwiona panna Nura. Asano, gdy ją tylko zauważył podbiegł do niej w podskokach wrzeszcząc na całe gardło:
- A-ya-ka-shi-chan!
Białowłosa popatrzyła na niego roztargnionym wzrokiem po czym bez słowa usiadła na swoje miejsce obok Kurosakiego.
- Ayakashi-chan, stało się coś? - zapytał zmartwiony Keigo.
Szmaragdowooka wyglądał jakby ocknęła się z zamyślenia. Przez chwilę patrzyła na Asano w milczeniu po czym odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem na ustach:
- Iie, wszystko jest w pożądku, nie musisz się o mnie martwić. Naprawdę.
- To dobrze - stwierdził Keigo, który najwidoczniej nie zauwarzył, że uśmiech Nury jest sztuczny.
Ale przyglądający jej się odkąd tylko weszła do klasy pomarańczowowłosy zauwarzył to, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć zadzwonił dzwonek na lekcję, a po chwili do klasy weszła sensei.
Przez całą lekcję Ayakashi zastanawiała się czy zapytać zastępczego shinigami wprost czym jest to upiornie wyjące ustrojstwo, czy raczej przeprowadzić w tym kierunku małe śledztwo. Pod koniec lekcji postanowiła, że jednak zapyta, więc gdy rozbrzmiał dzwonek na przerwę podeszła do młodego następcy tronu z poważnym, a zarazem wróżącym pewną śmierć, gdy nie uzyska satysfakcjującej odpowiedzi na swoje pytanie wyrazem twarzy i stanęła przed jego ławką. Po chwili milczenia odezwała się pewnym siebie i zimnym jak lód głosem:
- Kurosaki Ichigo, czym jest to drewniane ustrojstwo, które wczoraj na czwartej lekcji tak upiornie wyło?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz