Pierwszym co zastępczy shinigami zarejestrował po odzyskaniu przytomności było
to, że leży na łużku w swoim pokoju. Następnie wyczuł, że w pomieszczeniu nie
był sam. Dlatego więc odwrócił głowę w kierunku z którego czuł znajomą energię
duchową. Ujrzał tam swojego ojca siedzącego na obrotowym krześle przy biurku z
poważną, a zarazem zatroskaną miną.
- Nareszcie się obudziłeś,
Ichigo.
- Otosan? Co... co się stało?
Dlaczego... dlaczego tu jestem? Otosan...? - zapytał lekko zdezorientowany
pomarańczowowłosy próbując usiąść przez co na jego twarzy pojawił się grymas
bólu.
- Nie wstawaj jeszcze, proszę. Co
prawda Inoue wyleczyła cię, ale nie powinieneś się na razie zbytnio
przemęczać.
Ichigo chcąc czy nie musiał
posłuchać ojca, ponieważ czuł się jeszcze osłabiony. Co swoją drogą nie było
takie dziwne skoro stracił, aż tyle krwi i tylko dzięki umiejętnością Orihime
jeszcze żyje.
- Ichigo... Powiedz co się stało -
poprosił Isshin, choć podejrzewał jaka będzie odpowiedź.
Pomarańczowowłosy przez chwilę
milczał zastanawiając się czy powinien odpowiedzieć na tą prośbę i zdecydował
się, że powie ojcu wszystko to co pamięta. Może on będzie wiedział kim był ten
dziwny mężczyzna.
- Walczyliśmy z pustymi... Mimo, że
co chwilę zabijaliśmy kolejnego to pojawiali się nastempni... Aż nagle pojawił
się dziwny mężczyzna z ogromną energią duchwą... Wiedział jak się nazywam i
powiedział, że wie o mnie więcej niż mogę sobie wyobraxić... Ale gdy zapytałem
go z kąd o tym wie nie chciał powiedzieć... I nawet się nie zorientowałem kiedy
był już za mną i przebijał mnie swoim zanpakuto... - mówiąc to zastępczy
shinigami patrzył na swoje dłonie, ponieważ nie miał na tyle odwagi by spojrzeć
w twarz swojego ojca.
- Jak wyglądał ten dziwny
mężczyzna?
- Jak wyględał? Hymm... Miał czarne
włosy z czerwonym pasemkiem... Jedno oko miahł czerwone, a drugie chyba
zielone... Ah, na tym zielonym miał fragment maski pustego... A do pasa miał
przypięte zanpakuto... - pomarańczowowłosy z niemałym trudem opisał wygląd
tamtego faceta, ponieważ nie miał zbytnio pamięci do ludzkich
twarzy.
- Mogłem się spodziewać, że on
wcześniej czy później cię zaatakuje, by się zemścić - mruknął Isshin jakby do
siebie, ale jego syn doskonale go usłyszał.
- Znasz tego mężczyznę? - zapytał
zastępczy shinigami za zdziwieniem.
- Niestety.
- Kim on jest?
- Nazywa się Kurama Haruki... i
jest młodszym bratem twojej matki - odpowiedział Isshin wprawiając Ichigo w nie
mały szok.
- J-jak to bratem okasan? I
dlaczego chciał mnie zabić? - zapytał wstrząśnięty pomarańczowowłosy.
- Ichigo... jest coś co
musiszmwiedzieć... Obiecałem Masaki, że powiem ci o tym dopiero w twoje
osiemnaste urodziny, ale ze względu na sytuację powiem ci to teraz - Isshin
przerwał na chwilę, żeby wziąść uspakajający oddech, bo nie wiedział jak na tę
informację zareaguje jego syn i dokończył - Twoja matka nie była
człowiekiem.
- Co?! - krzyknął z niedowierzaniem
zastępczy shinigami patrząc na ojca szeroko otwartymi oczami.
- W każdym razie nie do końca -
kontynuował czarnowłosy jakby nie słyszał pytania. - Masaki była w połowie
człowiekiem, a w połowie shinigami... ale nie byle jakim... Była naprawdę
uzdolnioną shinigami... Bardzo szybko poznała imię swojego zanpakuto, a
opanowanie BanKai zajęło jej jedynie dwa lata, co nawet najbardziej uzdolnionym
zajmowało minimum dwa razy więcej czasu... Jej energia duchowa była naprawdę
duża... Ale co się dziwić, była w końcu księżniczką shinigami, córką Króla Dusz.
Jej młodszy brat, Haruki zawsze jej zazdrościł zdolności i nienawidził jej za to
jak i za to, że była od niego starsza. Gdy się ty urodziłeś Masaki zżekła się
władzy na rzecz ciebie... Haruki poprzysiągł wtedy, że się zemści i cię zabije,
a sam zasiądzie na tronie jako nowy Król Dusz - zakończył Isshin i spojrzał na
syna.
Ichigo wyglądał komicznie siedząc
na łużku z szeroko otwartymi oczami i rozdziabioną buzią. Całym sobą wyrażał
głęboki szok na słowa swojego ojca. Gdy względnie się ogarnął i doszedł do
siebie po zaskakujących informacjach odezwał się:
- Czyli, co? Jestem wnukiem Króla
Dusz i następcą tronu, a co za tym idzie jestem księciem shinigamich, czy
tak?
- Hai - odpowiedział ze spokojem
Isshin.
- Czy ktoś jeszcze oprucz ciebie o
tym wiedział?
- Tylko mieszkańcy Królewskiego
Wymiaru, w tym sam Król Dusz, ale na ziemi i w Społeczności Dusz nikt o tym nie
wiedział i nadal nie wie.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi o
tym z okasan wcześniej? - zapytał Ichigo, ale w jego głosie nie było słychać
pretensji tylko niezrozumienie.
- Razem z Masaki chcieliśmy żebyś
miał normalne dzieciństwo i wyrósł na kogoś takiego jak teraz jesteś - odparł z
delikatnym uśmiechem czarnowłosy.
- Sokka - młody następca tronu
również uśmiechnął się do ojca.
Po chwili milczenia Isshin znowu
się odezwał:
- W związku z tym, że Haruki znów
może cię zaatakować będziesz miał ochroniaży, a będą nimi dziewiąty i siódmy
oficer Straży Królewskiej.
- Po co mi ochroniarze? Sam umiem
się obronić - zaprotestował pomarańczowowłosy.
- Wiem. W końcu pokonałeś Aizena i
Ginjo, ale Haruki to zupełnie co innego. On jest synem Króla Dusz, w związku z
czym ma ogromne pokłady energii duchowej. Mimo, że ty również masz jej bardzo
dużo, nawet więcej niż kapitan głuwnodowodzący, to Haruki ma za sobą lata
treningu i masę doświadczeń. Dlatego właśnie będziesz miał ochroniaży dopuki nie
staniesz się na tyle silny by być w stanie pokonać Harukiego - widząc, że Ichigo
chce zaprotestować czarnowłosy dodał ostrzejszym głosem - Bez
dyskusji.
- Hai, otosan - powiedział
posłusznie zastępczy shinigami, po raz pierwszy widząc swojego ojca tak
poważnego.
- Ciesze się, że rozumiesz. Mogę ci
w takim razie przedstawić twoich ochroniarzy.
Do pokoju pomarańczowowłosego
weszło dwoje ludzi. Kobieta i mężczyzna. Kobieta była szczupłą, wysoką brunetką.
Miała krótkie włosy, a przydługa grzywka opadała jej na lewe oko. Usta miała
pomalowane czarną szminką, a oczy miały bordową barwę. Ubrana była w standardowy
strój shinigami, ale to co shinigami w Społeczności Dusz mieli białe ona, tak
jak jej towarzysz mieli krwiście czerwone. Mężczyzna zaś miał dość długie
czerwone włosy spięte w wysokiego kucyka, który ani trochę nie był podobny do
tego Renjiego, a jego oczy miały barwę czerwono-żółtą. Był wysoki i dobrze
zbudowany. Rękaw lewej ręki miał podwinięty do łokcia, przez co widać było na
niej dość dziwne, czarne znaki. Tak jak jego towarzyszka do paska miał przypięte
zanpakuto. Oboje milcząc stanęli pod szafą na przeciwko łużka w którym siedział
młody następca tronu.
- Hikifune Kirio, dziewiąty oficer
Straży Królewskiej - Isshin wskazał na brunetkę, a po chwili dodał wskazując na
czerwonowłosego - a to jest Nishimura Josuke, siódmy oficer Straży
Królewskiej.
- Miło mi was poznać - powiedział
Ichigo uśmiechając się do nich przyjaźnie.
- Nam również, książe - rzekła z
doskonale widocznym w głosie szacunkiem Kirio lekko mu się kłaniając.
- Bycie twoimi ochroniażami to dla
nas zaszczyt, książe - stwierdził Josuke tak jak jego towarzyszka lekko się
kłaniając.
Po chwili milczenia Isshin wstał ze
swojego miejsca mówiąc do swojego syna:
- Kiedy obiad będzie gotowy to cię
zawołam i zjesz go z nami na dole, a do tego czasu masz leżeć w łużku i
odpoczzrozumiano?
- Hai - odpowiedział
pomarańczowowłosy, na co jego ojciec uśmiechnął się pod nosem i wyszedwszy z
pokoju zszedł na dół.
- Otosan, co z Ichi-nii? - zapytała
zmartwiona Yuzu.
- Właśnie, otosan. Co z nim? -
dopytywała równie zmartwiona jak siostra, Karin.
- Wszystko w pożądku. Niedawno się
obudził, ale nie idcie do niego na razie, ponieważ jest jeszcze osłabiony i
potrzebuje trochę odpoczynku - odpowiedział czarnowłosy uśmiechając się do córek
uspakajająco.
Dziewczynki słysząc odpowiedź ojca
odetchnęły wyraźnie z ulgą. W końcu ich starszy brat żyje i nic mu nie jest.
Były z tego powodu naprawdę bardzo szczęśliwe.
Następnego dnia rano Ichigo został
obudzony przez dźwięk budzika. Gdy go wyłączył przeciągnął się i ziewną
potężnie. Następnie wstał z łużka i podszedł do szfy z zamiarem ubrania
się.
- Konichiwa,
Ichigo-sama.
Kurosaki na dźwięk tego nagłego
głosu prawie podskoczył w miejscu ze strachu. Odwruciwszy się zobaczył stojących
w oknie Kirio i Josuke. Przez chwilę popatrzył na nich wzrokiem wyrażającym chęć
mordu, przez co oni wyraźnie skulili się w sobie ze strachu, po czym odezwał się
do nich gniewnym głosem:
- Moglibyście wchodzić drzwiami, a
nie oknem?
- Gomenasai, Ichigo-sama. Po prostu
nie chcieliśmy, żeby Yuzu-san i Karin-san nas zobaczyły - odpowiedział
Nishimura, a Hikifune pokiwała głową potwierdzając jego słowa.
Pomarańczowowłosy na to westchnął
cierpiętniczo i wzniusł oczy ku sufitowi niemo prosząc Kami-sama o cierpliwość
do tej dwójki i gestem nakazując im się odwrócić zaczął się ubierać.
- Dobra, Ja idę do szkoły, a wy
zgodnie z umową macie być nie widoczni dla moich znajomych, zrozumiano? -
zapytał z ostrzegawczą nutą w głosie.
- Hai, Ichigo-sama. Nie zawiedziemy
cię.
Oficerowie zasalutowali na co
Kurosaki uśmiechnął się z niejaką satysfakcją biorąc do ręki szkolną torbę i
wychodząc z pokoju. Zszedł po schodach na dół, do kuchni w której były już jego
młodsze siostry i zdziecinniały ojciec.
- Ohayo, minna - przywitał się ze
wszystkimi siadając na swoje miejsce przy stole.
- Ohayo, Ichi-nii - odpowiedziała
Karin.
- Ohayo, braciszku - Yuzu z
uśmiechem nałożyła bratu śniadanie na jego talerz.
- Ohayo, synu - przywitał się
Isshin z głupkowatym uśmiechem na twarzy.
- Ichi-nii, jak się czujesz? -
zapytała z troską Yuzu siadając na przeciwko pomarańczowowłosego.
- Dobrze. Nie musisz się o mnie
martwić - odpowiedział zastępczy shinigami uśmiechając się
uspakajająco.
- Yokatta - westchnęła nastolatka z
ulgą.
Po szybkim zjedzeniu śniadania
młody następca tronu udał się do przedpokoju ubrać buty. Gdy miał zamiar
wychodzić pojawił się jego ojciec z poważnym wyrazem twarzy.
- Ichigo pamiętaj, że decyzja o tym
kto będzie wiedzieć o twoim pochodzeniu należy do ciebie.
- Będę o tym pamiętał, otosan -
odpowiedział pomarańczowowłosy po czym wyszedł z domu.
W szkole został osaczony przez
Ishide, Sado i Inoue, którzy odkąd wyszli z jego domu po uleczeniu go przez
pomarańczowowłosą martwili się o niego.
- Jak się czujesz, Kurosaki-kun? -
zapytała zatroskana Orihime.
- Dzięki twoim uzdrawiajającym
mocom czuję się jak nowo narodzony, ale dziękuję, że się o mnie martwisz -
odpowiedział Ichigo uśmiechając się delikatnie do dziewczyny, na co ona obficie
się zarumienił i zawstydzona swoją reakcją spóścił głowę.
Chwilę puźniej do klasy weszła
wyraźnie czymś zmartwiona panna Nura. Asano, gdy ją tylko zauważył podbiegł do
niej w podskokach wrzeszcząc na całe gardło:
- A-ya-ka-shi-chan!
Białowłosa popatrzyła na niego
roztargnionym wzrokiem po czym bez słowa usiadła na swoje miejsce obok
Kurosakiego.
- Ayakashi-chan, stało się coś? -
zapytał zmartwiony Keigo.
Szmaragdowooka wyglądał jakby
ocknęła się z zamyślenia. Przez chwilę patrzyła na Asano w milczeniu po czym
odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem na ustach:
- Iie, wszystko jest w pożądku, nie
musisz się o mnie martwić. Naprawdę.
- To dobrze - stwierdził Keigo,
który najwidoczniej nie zauwarzył, że uśmiech Nury jest sztuczny.
Ale przyglądający jej się odkąd
tylko weszła do klasy pomarańczowowłosy zauwarzył to, ale zanim zdążył cokolwiek
powiedzieć zadzwonił dzwonek na lekcję, a po chwili do klasy weszła
sensei.
Przez całą lekcję Ayakashi
zastanawiała się czy zapytać zastępczego shinigami wprost czym jest to upiornie
wyjące ustrojstwo, czy raczej przeprowadzić w tym kierunku małe śledztwo. Pod
koniec lekcji postanowiła, że jednak zapyta, więc gdy rozbrzmiał dzwonek na
przerwę podeszła do młodego następcy tronu z poważnym, a zarazem wróżącym pewną
śmierć, gdy nie uzyska satysfakcjującej odpowiedzi na swoje pytanie wyrazem
twarzy i stanęła przed jego ławką. Po chwili milczenia odezwała się pewnym
siebie i zimnym jak lód głosem:
- Kurosaki Ichigo, czym jest to
drewniane ustrojstwo, które wczoraj na czwartej lekcji tak upiornie
wyło?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz